Szybowiec to statek powietrzny cięższy od powietrza
(aerodyna) nie posiadający własnego napędu. Start szybowca odbywa się dzięki
wyciągarce lub na holu za samolotem. Na szybowiskach górskich szybowce kiedyś
startowały przy użyciu gumowych lin albo w tzw. starce grawitacyjnym.
Ale co potem? Przecież szybowiec jako machina cięższa od powietrza cały
czas opada. Jak zatem możliwe są kilkunastogodzinne loty?
Szybowce starują na 4 sposoby.
Generalnie jednak przede wszystkim w pierwsze dwa. W
pierwszym wypadku startuje zaczepiony za holującym go samolotem tzw.
holówką. Po starcie samolot holuje
szybowiec najczęściej (do wysokości kilkuset metrów) w rejony gdzie panują dobre
warunki termiczne do samodzielnego lotu i następuje wczepienie. Od tej chwili
pilot szybowca prowadzi w pełni samodzielny lot.
Wzlot za wyciągarką wygląda zupełnie inaczej. Na pasie startowym lotniska
rozwija się stalową linę kilkusetmetrowej długości zaczepioną z jednej strony do
wyciągarki a drugiego końca do szybowca. Wyciągarka to urządzenie startowe
przypominające traktor lub małą ciężarówkę wyposażone w
mocny silnik i bęben do zwijania liny startowej. Przy starcie mechanik wyciągarkowynajpierw napręża linę a
następnie rozpoczyna zwijanie liny z na tyle dużą prędkością,
że po kilku sekundach szybowiec wznosi się pod ostrym kątem przy odpowiednim
prowadzaniu przez pilota do chwili kiedy mechanik ujmuje ciąg chwile po tym
pilot szybowca wyczepia linę, co następuje najczęściej na wysokości do 500 m w
zależności od siły wiatru idługości liny. Po wczepieniu
pilot rozpoczyna realizowanie zadania.
Kolejny rodzaj startu to start z lin gumowych, który jest stosunkowo bardzo
rzadko stosowany. Pewnie dlatego, że wraz ze startem grawitacyjnym znajduje
zastosowanie w terenach górskich.
Startujący szybowiec z lin jest wyrzucany w powietrze podobnie jak w kamyk z
procy a w przypadku startu grawitacyjnego początkowo szybowiec toczy się
od siłą spadku w dół zbocza aż po przekroczeniu odpowiedniej prędkości odrywa
się od ziemi przechodząc do samodzielnego lotu.
Co jednak dalej? Po starcie szybowiec znajduje się wprawdzie na określonej
wysokości ale jako statek powietrzny cięższy od powietrza i bez napędu
nieustannie musi opadać na ziemię. To prawda, jednak szybowce w
porównaniu z samolotami charakteryzuje bardzo małe opadanie co jest zasługą
niezwykle starannie opracowanej i wykonanej koncepcji aerodynamicznej płatowca.
Pilot, dzięki sile nośnej wytworzonej przez znacznej rozpiętości skrzydła ma
możliwość lotu postępowego kosztem niewielkiej utraty wysokości. Może więc
wyszukiwać prądów powietrznych wstępujących. Oznacza to, że po pewnym
czasie szybowiec opadając znajdzie się w masie powietrza unoszącej się ku górze
co umożliwia pilotowi szybowca wznoszenie krążąc w tym miejscu. Są to tzw.
kominy powietrzne.
Osobną
możliwość stwarzają warunki latania w górach. Zbocza górskie powodują
zawirowania ogromnych mas
powietrza – prądy orograficzne (falę) na których doświadczeni pilocie szybowcowi
potrafiła latać tak jak na termice. Wysokości uzyskiwane przez szybowce są
różne choć rekord to blisko 15 km, nie ma potrzeby osiągania takich pułapów.
Odpowiednie warunki termiczne i wysokość 2-3 tysięcy metrów pozwala na podniebne
kilkudziesięciokilometrowe a nawet dalsze wędrówki i realizowanie zadań np.
naukę akrobacji.
Szybowiec sterowany jest podobnie jak samolot silnikowy za pomocą automatyki
skrzydeł (lotek) oraz sterów poziomych i pionowych. Dodatkowo szybowce
zaopatrzone są w hamulce aerodynamiczne, (czasem klapy), trymer, hamulec kółka
podwoziowego, zbiorniki na balast wodny, radio oraz przyrządy kontrolne,
nawigacyjne i czy aparaturę tlenową. Współczesne szybowce są jednomiejscowe albo
dwumiejscowe . Szybowiec zazwyczaj posiada kadłub, skrzydło, statecznik poziomy,
statecznik pionowy, podwozie.
Oddzielną grupę stanowią szybowce wyposażone w niewielkiej mocy silnik. Są to
szybowce posiadające możliwość samodzielnego startu, wzniesienie się na
odpowiednia wysokość – tam wyłączenia silnika i typowy lot szybowcowy lub też na
możliwości włączania silnika w czasie lotu i tak ułatwiony dolot do lotniska
przy zmniejszeniu opadania.
Najważniejszym parametrem charakteryzującym szybowce jest doskonałość oraz
biegunowa prędkości. Doskonałość to liczba wyrażające odległość jaką przeleci
szybowiec przy sprzyjających warunkach stale opadając z wysokości 1 km. Zwykle
współcześnie używane szybowce mieszczą się w zakresie 26...60, co oznacza, że
przy wcześniej wspominanej wysokości 3 km szybowiec przeleci od ok. 70 do nawet
180 km, przy stałym i nieustannym opadaniu z optymalną prędkością.
Biegunowa prędkości do wykres wartości opadania w zależności od prędkości
postępowej szybowca. Zwykle najmniejsze opadanie uzyskuje się w granicach
80...100 km/h w zależności od typu.
A co w sytuacji kiedy pilot szybowca utraci bezpieczną wysokość? Technika
pilotażu mówi że przy opadnięciu na wysokość 500 ma należy wybrać najlepsze
miejsce na awaryjne lądowanie tzw. w polu nie przestając wyszukiwaniu noszeń.
Jeśli nie da się wznieść i szybowiec opadnie na wysokość 300 m trzeba rozpocząć
manewr lądowania awaryjnego.
Po wylądowaniu w przygodnym terenie po szybowiec przyleci samolot albo jest on
tan rozkładany i transportowany na lotnisko w specjalnej przyczepie.
Zazwyczaj jednak po prostu lądowanie odbywa się na macierzystym lotnisku.
Po
wykonaniu kręgu nadlotniskowego pilot wykonuje podejście i bezpiecznie kończy
lot. Szybowce budowane są zgodnie z podziałem na klasy – jedno lub
dwumiejscowe, sportowe, turystyczne szkolne czy wyczynowe. Pilotowanie szybowca
jest trudniejsze od pilotowania samolotu dlatego też, wielu pilotów rozpoczyna
latanie właśnie na... patykach. :-)
Chcesz poznać smak latania. Chcesz zostać lotnikiem.
Doskonała drogą do tego jest podstawowe szkolenie szybowcowe.
Zwykle zaczyna się tak. Trafiasz na lotnisko. Aerokluby organizują pikniki
lotnicze i wtedy jest zazwyczaj okazja, aby zasmakować lotu szybowcem. Zakładają
Ci spadochron, siadasz do dwumiejscowej kabiny, zapinają ci pasy i po chwili...
Jesteś 300 m nad ziemią. Instruktor pilotuje, a Ty lecisz szybowcem... Naprawdę
hipnotyzujące doświadczenie. Obok masz woreczek na wypadek gdyby był potrzebny,
bo ludzie reagują rożnie, ale zwykle nie jest on potrzebny. Liczy się to co
czujesz – lecisz jak ptak.
Najczęściej wystarczy, że pierwszy lot trwa 5-7 minut. To tak, jakby nadnercza
chlusnęły do krwiobiegu dziesięciolitrowe wiadro adrenaliny. Przeżycia są
ogromne. Ja zaś najbardziej lubię te chwile, kiedy widzę twarze tych, którzy
pierwszy raz w życiu wysiadają po locie szybowcem. Wiem dzięki temu czym jest
zachwyt. A to przecież tylko start, wczepienie się z liny wyciągarki lub
samolotu, kilka zakrętów i trochę lotu po prostej i lądowanie. Żadnych
fikołków, o których zaraz.
Zachęcam aby filmy oglądać z dźwiękiem. Najlepiej głośno.
Jeśli ktoś uważa, że leciał już wcześniej odrzutowym
Boeingiem 737, Airbusem A380 albo nawet Tu 154 inic go nie zaskoczy, to jest w
ogromnym błędzie. Jak bracia Kaczyńscy uważając, że są dobrymi politykami. Wiec lepiej pilotowi szybowca o tym nie wspominać. Sam się
przekonasz, że jest zupełnie inaczej...
Po pierwszym locie, albo się chce więcej, albo nie chce się
nigdy więcej. Jak z nowa kochanką. Jeśli jest to pierwsza opcja, przychodzi się
na lotnisko jeszcze, raz, ale pewnie tego dnia lotów nie ma. Więc dzwoni się,
umawia, nagabuje prezesa aż już ma Cię dość. Tobie się udaje i lecisz drugi
raz. Ten lot może być już dłuższy. Prawdę mówiąc godzina w zupełności
wystarczy. Ale aby latać dłużej, muszą być korzystne warunki (potrzebne są
chmury kłębiaste) i większa wysokość więc podziwiasz widoki, a twój pilot krąży
w mocnym przechyleniu na któreś za skrzydeł, by się unosić. Szybowiec trzeszczy,
trzęsie się, wyginają się mu skrzydła, a wskazówka wysokościomierza ciągle pnie
się w górę. Kiedy jest już 700 m, potem 1000 czy 1500 m, ziemia wygląda zupełnie
inaczej niż na 300. A wznosicie się dotąd, aż widać będzie chmury na
wyciagnięcie ręki, albo nawet w chmurę wlecicie. Potem trochę lotu po prostej.
Kto wie, może instruktor z którym lecisz pozwoli ci nawet lecieć po prostej? I
tak ci się zresztą to nie uda. Potem, jeśli masz odwagę a pilot ochotę, wykona
kilka figur akrobacji, które zrobią z Twoim ciałem coś, czego nigdy w życiu nie
miałeś szansy doświadczyć chyba, że na lotnisko przyjechałeś McLaren’em F 1.
Mniej więcej takie same osiąga się przeciążenia, ale w różnych płaszczyznach.
Kiedy wylądujesz wszystko będzie już jasne, świetnie
bowiem ujął to da Vinci: „wystarczy, że raz doznasz lotu, a będziesz zawsze
chodził z oczami zwróconymi w stronę nieba, gdzie byłeś i gdzie pragniesz
powrócić”. Zabierasz więc skierowanie na badania lekarskie. Podanie o przyjęcie
na szkolenie bierzesz też.
Rezerwujesz wolny dzień i trafiasz z prześwietleniem
kręgosłupa do jednego z kilku w Polsce ośrodków badań lotniczych (Wrocław,
Warszawa, Kraków, Łódź i Poznań). Tam czekają na ciebie: okulista, neurolog,
laryngolog, psycholog, laborant i inni. Z innych najważniejszych jest orzecznik,
bo to po wyjściu od niego masz uśmiechniętą lub stroskaną twarz. Jeśli się
uśmiechasz, a tak jest zazwyczaj, bo aby latać szybowcami nie trzeba być
Miłosławem Hermaszewskim twoje orzeczenie wędruje z podaniem do aeroklubu.
Wpłacasz odpowiednią kwotę (2500...4500 zł) i czekasz. Zwykle można wpłacać w
ratach. Oglądasz strony internetowe, kupujesz sobie na allegro „Dywizjon 303”,
„Trzy diamenty” czy „Zasady pilotażu szybowcowego” i czytasz. Spotykacie się na
szkoleniu teoretycznym i zapoznajesz się ze sprawami o istnieniu, których nie
miałeś pojęcia. Musisz jednak pojąć wiele zależności, bo to dzięki ich
znajomości możesz kiedyś przeżyć.
Kiedy już nadejdzie odpowiedni czas, bierzesz urlop (albo
na wakacjach) rozpoczyna się szkolenie idoznajesz szoku. Jesteś kompletnie
zielony. Najczęściej o najbardziej oczywistych sprawach nie masz żadnego
pojęcia. Jak rozłożyć start, jak wyjąć szybowiec z hangaru i zaholować go na
start, jak wypisać dokumenty, pobrać radio i spadochrony? Ale instruktor, inni
piloci, inni uczniowie i samo lotnisko nauczy cię wiele. Lotniskowe życie
wszystkich wyrówna. To może być bardzo twarda szkoła, bo im więcej dostaniesz w
skórę, tym prawdopodobnie trudniej będzie ją odebrać tej z kosą. A świat
lotnictwa to bardzo specyficzne miejsce. Mniej więcej polega to na tym, że
chwytasz kiedyś, że poza twoim lotniskiem istnieją na świecie jeszcze inne
ciekawe miejsca. Są to inne lotniska. I są rzeczy o których nie wyczytasz w
instrukcji jego użytkownika i nie opowie ci o tym Wujek Dobra Rada, choćby nie
wiem jak wiele cię nauczył. Więc musisz tam po prostu być. Zapominasz o
kumplach, kochance i rosole u mamy o dwunastej w niedzielę. Jedno spojrzenie w
niebo po przebudzeniu rano wystarczy, byś wiedział gdzie dziś będziesz. Ale nie
wiesz co będziesz robił.
Bo na tym etapie dociera też, że lotnictwo to wspaniała
szkoła. Uczy wiele, jednak przede wszystkim cierpliwości i w nią musisz się
uzbroić. Żeby być godzinę w powietrzu trzeba spędzić na ziemi przynamniej kilka
godzi na przygotowanie do lotu. Szkolisz się nie sam, a w grupie – rodzą się
lotnicze przyjaźnie. Czasem, gdy pojawi się prześliczna chrometrażystka, czy
spadochroniarka także miłości.
Pierwsze loty to tylko lot prosty, zakręty. Utrzymanie
kierunku, prędkości i równowagi. A to nie jest takie łatwe. Raczej porównywalne
z tym, jak czytałbyś ten tekst po hebrajsku. Ale nauczysz się, szybciej jeśli
pogoda pomaga, zwykle jednak przeszkadza. Cierpliwość stanie się twoją cnotą, a
z ludźmi z grupy będziecie rycerzami okrągłego stołu cierpliwości. Twój
instruktor będzie budził w tobie czasem uwielbienie, strach, podziw albo głęboką
nienawiść. Najważniejsze, że niezależnie od reszty będziesz czuł wobec niego
szacunek i podporządkowanie. I kiedyś podziękujesz mu za to, że nie pozwolił ci
się zabić, choć zabić będziesz chciał i jego. I to nie raz. I nie zawsze w
powietrzu. Potem, kiedy już wydaje Ci się, że opanowałeś lot prosty i zakręty
dochodzą następne elementy. Bo startu i lądowania uczysz się cały czas. Poznasz
sytuacje awaryjne, które mogą przydarzyć się w locie samodzielnym, kiedy
instruktora już nie będzie przy tobie. Potem jeszcze coś, na co czekają wszyscy
a zatem tzw. korki.
Wyprowadzanie z korkociągu jest w naszym system szkolenia
obowiązkowe, i zapomnij, że którykolwiek instruktor dopuści Cię do samodzielnych
lotów, jeśli nie będziesz umiał tego robić. Bo życie zaczyna się w korku
właśnie, ale i tak samo może się skończyć. Kolejne loty to doskonalenie twojej
techniki błotno-stawowego latania nad lotniskiem. Wreszcie czekają cię loty
sprawdzające. Spędziłeś już kilka godzin w powietrzu (nalot) i wykonałeś
kilkadziesiąt lotów (50-60). Jeśli jesteś gotów i loty sprawdzające z innym niż
ten, który cię szkolił wypadły pomyślnie jesteś dopuszczony do lotów
samodzielnych. Wierzcie mi lub nie, ale egzaminy wstępne, na prawo jazdy,
matura, pierwszy sex (i każdy inny zresztą) są niczym w porównaniu z tym, co cię
czeka w pierwszym samodzielnym locie. A loty musisz wykonać 3. Jest ogromny
strach, ale i ogromna chęć by to zrobić. Wspaniale uczucie. Jedno z
najważniejszych w moim życiu.
Zwykle lecąc już sam, lecisz lepiej niż z instruktorem,
choć szybowiec zachowuje się zupełnie inaczej. Jesteś jednak na to przygotowany,
tak jak na wszystko inne, bo nie polecisz sam, jeśli cię do tego nie przygotują.
Wieczorem jest laszowanie. Ale o tym Ci nie opowiem.
Pisałem przecież, że są sprawy o których nie wyczytasz w instrukcji użytkownika
lotniska. Po pierwszych samodzielnych wykonać musisz jeszcze 10 aby otrzymać
trzecią klasę wyszkolenia pilota szybowcowego. Odtąd masz prawo nosić odznakę z
3 mewkami. Teraz przed tobą dalsza nauka... Ale pod okiem instruktora możesz
latać sam. Do zdobycie licencji szybowcowej PL(G) jeszcze trochę... Nie raz
jeszcze będziesz musiał pokonać samego siebie.
Ale tak właśnie może rozpocząć się ogromna przygoda.
Uważaj jednak, bo może to być największa przygoda Twojego życia. I jego sens.
Latanie.